18.2.16

Ulubiona wcierka do wypadających włosów

Sezon jesienno-zimowy nigdy nie był łaskawy dla moich włosów. Zawsze w tym okresie zaczynały wypadać, a ja ratowałam się tabletkami ze skrzypem i maskami do włosów z BioWax. 

W tym roku problem nasilił się o wiele bardziej, ponieważ włosy zaczęły wypadać mi jak szalone, gdy odstawiłam tabletki antykoncepcyjne. Przez pierwsze dwa miesiące była to istna masakra. Efekt przerzedzenia był bardzo zauważalny. Włosy związane w kitkę, która i tak nigdy nie była gruba, miała prawie dwukrotnie mniejszą objętość. 



Znajdowałam je na poduszce, zostawały na ubraniach i szczotkach, a przeczesując włosy palcami za każdym razem kilka zostawało mi w dłoni.


JOANNA POWER HAIR KURACJA WZMACNIAJĄCA


Ratowałam się tabletkami wzmacniającymi włosy, maskami przeznaczonymi do wypadających włosów, które wcześniej mi pomagały, ale tym razem efekt był praktycznie niezauważalny. Podłamana, nie licząc na poprawę, sięgnęłam po kurację wzmacniającą Joanny, którą stosowałam również rok temu i byłam bardzo zadowolona z rezultatów. I ku mojemu zdziwieniu, wcierka Power Hair pomogła!


Produkt przeznaczony jest do włosów słabych, cienkich, z tendencją do wypadania. W buteleczce jest 100 ml płynu, który mi wystarcza na niecałe 2 miesiące kuracji.

Wcierka zawiera:
  • alfa-hydroksykwasy posiadające działanie złuszczające, dzięki czemu ułatwiają wnikanie substancji aktywnych do mieszka włosowego;
  • trimetyloglicynę dostarczającą cebulkom energii, koniecznej do prawidłowego wzrostu włosów;
  • hexapeptyd, pomagający w zakotwiczeniu cebulki włosowej w skórze głowy;
  • ekstrakty z drzewa herbacianego, arniki i żeń-szenia, działające stymulująco na mikrokrążenie powierzchniowe skóry głowy;
  • witaminy o właściwościach antyoksydacyjnych chroniące włosy przed negatywnymi czynnikami zewnętrznymi.


Buteleczka z produktem zawiera wygodny aplikator, który pozwala na precyzyjne rozprowadzenie wcierki na skórze głowy. 

Wcierkę stosuję według zaleceń producenta, czyli minimum trzy razy w tygodniu. Pierwsze efekty zauważyłam już po 2 tygodniach systematycznego używania. Po miesiącu stosowania wcierki pojawił się wysyp baby hair, a wypadanie włosów zmniejszyło się o dobre 50%. Włosy oczywiście jeszcze nadal wypadają, ale jest o niebo lepiej niż było.

Co dla mnie bardzo ważne, wcierka nie obciąża włosów, nie podrażnia skóry głowy oraz nie wzmaga wydzielania sebum.

Jeśli borykacie się z nadmiernym wypadaniem włosów, to szczerze polecam Wam wcierkę Joanny. Może i u Was zda egzamin.

Swoją drogą, wypadanie włosów było tylko jednym z wielu skutków ubocznych odstawienia hormonów. Ale to już temat na osobny wpis :)



Co polecacie na wypadanie włosów? 
Macie jakieś swoje ulubione sprawdzone, skuteczne produkty?

8 komentarzy:

  1. Będę miała na uwadze. Mnie od czasu do czasu też ta dolegliwość dopada, ale dotychczas niczego lepszego od kuracji suplementami z apteki jeszcze nie znalazłam. Szczerze, to marnie u mnie z systematycznością we wcieraniu, smarowaniu (ogólnie w pielęgnacji), nie przepadam za tymi czynnościami i pewnie dlatego nic u mnie nie działa :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie jestem bardziej systematyczna w pielęgnacji niż w łykaniu tabletek :)

      Usuń
  2. Chętnie się jej przyjrzę. Wypadanie włosów długo było moją zmorą, a od kiedy przestałam farbować włosy, problem zdecydowanie się zmniejszył :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od dobrych paru lat już nie farbuję, a włosy i tak sezonowo mi wypadają ;)

      Usuń
  3. Będę o niej pamiętać, bo walczę z wypadaniem włosów po ciąży.. :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie ładne baby hair. Aż miło popatrzeć. Zapisałam sobie tę wcierkę w notesie. Jesienią mi się to info na bank przyda.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)

TOP