11.5.15

Pod jednym dachem z facetem (2)


Przez pierwszy rok mieszkania z facetem odkryłam, że mam trzecie oko. Widzę rzeczy, których M. zupełnie nie dostrzega. Bałagan, stertę ubrań do wyprania, pełen worek w koszu na śmieci, wyschniętą cytrynę w lodówce, czy pustą tubkę pasty do zębów w łazience.

Kolejny rok nauczył mnie, że o pilot trzeba walczyć, że chleb sam znika, a z pozoru pełna lodówka wcale nie musi być taka pełna. Do tego trafił mi się marzyciel, któremu do spełnienia wszystkich marzeń brakuje tylko wygranej w lotto.



walka o pilota

Wchodzę do kuchni z zamiarem zrobienia śniadania. Włączam tv, lubię jak mi brzęczy do ucha, gdy jestem czymś zajęta. Słuchając jednym uchem, odwrócona plecami do telewizora, robię kanapki. Przychodzi M., rozwala się na kanapie i bach! Zamiast wybranego programu, słyszę trajkotanie komentatora jakiegoś meczu. Na moje zwrócenie uwagi, że zmienił kanał, słyszę - przecież i tak nie oglądasz! Okej, niby skumał, że nie muszę gapić się w telewizor, żeby oglądać telewizję. Przerzucił z powrotem na to co oglądałam. I za chwilę, bach! Znów ten sam, irytujący komentator. Rzucam w kierunku M. wrogie spojrzenie, a on - no, przecież na TVN zaczęły się reklamy. Z 15 minut im zejdzie. Nigdy nie zdarzyło się jeszcze, żeby faktycznie po tych kilkunastu minutach z powrotem przełączył na moją stację. Chyba zacznę chować pilota.

znikający chleb

Wracając z pracy, dzwonię do M. czy mam kupić chleb. Odpowiada, że nie, bo jeszcze jest. Okej, robił sobie kanapki później ode mnie, to wie lepiej. Wieczorem zabieram się za szykowanie kolacji i co się okazuje? Chleba jest...cała piętka.

marzyciel

Wieczór. Zalegliśmy na kanapie, ja coś grzebię w laptopie, a M. cyka kanałami. Na jednym akurat lecą wyniki lotto na żywo. Najwyraźniej unoszące się w maszynie kolorowe kulki skłoniły M. do refleksji. Zaczyna się dyskusja, co by było gdybyśmy wygrali. Ja, umysł racjonalnie myślący, stwierdzam, że najpierw to trzeba kupić los. A jak wygram, to będę wtedy zastanawiać się na co je wydam. M. za to obmyśla plan ulokowania wyimaginowanych środków, tak aby do końca życia już nie musieć pracować. Najpierw trochę poszaleje, kupi super samochód, zresztą co tam będzie się ograniczał do jednego. Trzy sobie kupi. I nawet jeden dla mnie -łaskawca. Potem będziemy podróżować i popijać drinki z palemką wylegując się na jakichś egzotycznych wyspach. A na koniec kupi parę mieszkań pod wynajem, każde w innym mieście. Kilka też kupi dla nas, za granicą w jakiś miłych, ciepłych miejscach, w końcu na bogato. Już nawet ma wizje jak je urządzi. Przerywam mu rozmyślania stwierdzeniem, że w takim razie może na początek skończy urządzać nasze aktualne mieszkanie i kupi chociaż tę szafę do sypialni, z której zakupem ciągle zwlekamy. Efekt? M. postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i ...kupić wreszcie ten los.

nie taka pełna lodówka

Otwieram lodówkę w poszukiwaniu czegoś zimnego do picia. O, sok pomarańczowy. Wyciągam z szafki szklankę, przechylam kartonik i...wylatuje z niego soku może na jeden łyk, albo raczej łyczek. Robię kanapki, wyciągam serek do smarowania, otwieram opakowanie, a w środku jakby dobrze zeskrobać ze ścianek, to wyjdzie może na pół kromki. To samo jest z keczupem, majonezem, czy masłem. To chyba podobna przypadłość jak z tym chlebem, zawsze wydaje mu się, że jest jeszcze trochę.


A jak to jest u Was? Może któraś z sytuacji wydaje się Wam znajoma? :)



*wpis powstał w ramach współpracy z Lotto

29 komentarzy:

  1. sytuację z pustymi opakowaniami w lodówce znam tak dobrze, że niemalże codziennie sprawdzam jej stan żeby nie złapać się w pułapkę:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dobrze wiedzieć, że nie jestem w tym sama :D

      Usuń
  2. A mój mąż tak nie robi;). O wszystkie ładnie dba i dodatkowo robi wszystkie tygodniowe zakupy - w sumie lepiej niż ja bym to zrobiła. I żarówkę zmienia od razu;).

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie może nie takie same sytuacje, ale nadal ten sam system i na tej samej zasadzie. Więc ogólnie standard, a nam nie pozostaje nic tylko się z tym pogodzić i jakoś radzić :D

    OdpowiedzUsuń
  4. ojjj doskonale znam sytuacje z lodówką ale i z pilotem ;)
    fajnie że Twój M. wziął sprawy w swoje ręce i kupił los ;) W końcu kupi ci akurat moze ten samochód obiecany;)
    co powiesz na wzajemną obserwację???bardzo fajnie mi się Ciebie czyta;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozbawił mnie ten tekst, mój narzeczony nigdy nie widzi pustej tubki po paście do zębów ani pustych rolek po papierze toaletowej... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przecież...z tubki zawsze coś jeszcze da się wycisnąć :D

      Usuń
  6. Rozbawił mnie ten tekst, mój narzeczony nigdy nie widzi pustej tubki po paście do zębów ani pustych rolek po papierze toaletowej... :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Podziwiam wszystkie zorganizowane kobiety. Ja po dwóch latach mieszkania z facetem wciąż nie widzę SWOICH rozwalonych ciuchów, zeschniętej cytryny, winnych jabłek, braku chleba... XD facet taki cierpliwy :D naprawdę ciężko to zmienić, bo wiem po sobie :D staram się, ale... różnie bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to nie tylko przypadłość facetów :D

      Usuń
  8. Ja mam odwrotnie. Tj. ja zawsze mówię, że jest pełna lodówka tj. da się przetrwać do jutra;) mój Facet zawsze się o to wkurza, bo mówi, że i tak on robi zakupy, to kupi, a nie życie na krawędzi. Lecz ma chłopak tendencję do kupowania dla 4 osobwej rodziny, szczególnie jak jest głodny. Za to nie widzi, że zlew trzeba umyć, choć to on myje kibelki i przecież przy okazji mógłby machnąć.
    Ogólnie jakoś zię zgraliśmy przez 3 lata:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mieszkam ze swoim narzeczonym juz trzy lata i to była najlepsza decyzja jaka podjęliśmy :) rozbijamy obowiązki, sprzątanie, gotowanie i utwierdziliśmy sie w tym ze naprawdę dobrze nam ze sobą o swietnie sie dogadujemy :) takie mieszkanie ze sobą to świetny sprawdzian :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hehe uśmiałam sie. U mnie jest podobnie. Wielu rzeczy nie widzi, ale zawsze pyta czemu czegoś nie ma. No nie ma, bo jak ja nie kupie, to mi sklep sam nie wyśle :))

    Chyba najgorzej jest w łazience po jego prysznicu. Wszystko zalane, dywanik mokry i rzeczy na podłodze :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff...na szczęście z łazienką po prysznicu nie mam problemu, M. nawet czasem wytrze po sobie brodzik :D

      Usuń
  11. Jeśli chodzi o bałagan, to niestety ja jestem większą bałaganiarą i mnie przeszkadza mi nieporządek czy zagracenie mieszkania. Podobnie jest z praniem. Zdarza mi się wyprać, jak już szafa świeci pustkami i niemalże dosłownie nie mam w co się ubrać. Z pilotem do TV jest podobnie jak u Ciebie. Z lodówką nie, bo mój P. raczej sam (poza serkami) nie wyciąga nic z lodówki, jak mnie nie ma żyje na owocach. Za to notorycznie na stoliku w pokoju leżą ogryzki od jabłek, obierki z innych owoców, papierki czy pudełeczka po serkach/jogurtach, a pod stolikiem walają się puste butelki plastikowe po napojach. No i pełny kosz na śmieci również widzę tylko ja. Każdy facet ma swoje wady, można je albo zaakceptować i nauczyć się z nimi żyć, albo zmienić faceta, ale to i tak nic nie zmieni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nie ma co cały czas gderać, bo i tak niewiele to zmieni ;)

      Usuń
  12. Walka o pilota.. Ja już się w końcu poddałam i nie oglądam telewizji.. Nie mogłam znieść tego przełączania w trakcie reklam.. Faceci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym nie miała nic przeciwko przełączaniu w czasie reklam, gdyby nie były to programy sportowe ;))

      Usuń
  13. Nic z tych rzeczy. Po prostu każde dba o mieszkanie, o to by zrobić zakupy, pranie, wyprowadzić psa - cokolwiek. Oboje pracujemy i oboje mamy te same obowiązki no i widzimy te same rzeczy. Wyszło, że pasują i przeszkadzają nam te same rzeczy:) A TV nie oglądamy ani nie włączamy, nie jest nam potrzebna. Ale telewizor mamy po to aby pograć/obejrzeć film z kompa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też razem dbamy o mieszkanie i dzielimy się obowiązkami :) Sama też święta nie jestem - np. notorycznie nie domykam szuflad i szafek, M. chodzi za mną i je zamyka;))

      Usuń
  14. Oho.. doskonale to znam. Walka z wszechobecnymi skarpetkami, gra w karty o to, kto wiesza pranie, kto trzyma pilot..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha rozbawiła mnie ta gra w karty o rozwieszanie prania :D

      Usuń
  15. Taaa, prawie puste opakowania z kiszącym sie jednym łykiem soku też się zdarzają, na szczęście ja soku nie piję, wiec czekają na A. Reszta na szczęście mnie ominęła, ale faceci zdecydowanie są jacyś inni ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. O tak pamiętam stertę naczyń...po raz setny miała umyć a moj nie mył w ogole alb mówił że umyje i zostawiał żebym ja później umyła. I ja się uparłam sterta narosła taka że nie było czystych i w końcu się wkurzył i umył wszystkie. To było święto. Od tamtej pory widzi brudne naczynia. Szkoda że walających się brudnych skarpetek nie XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to dobrze, że mamy zmywarkę :D Wcześniej był układ- jak ja robię obiad, to M. zmywa i na odwrót, bo inaczej też mielibyśmy wiecznie stertę naczyń w zlewie ;)

      Usuń
  17. Uff, na szczęscie ten problem mnie nie dotyczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam to samo :) albo ostatni łyk soku czy mleka, albo ostatnia kromka w chlebaku albo jest wszystko co do chleba potrzebne (bo sie wybral na zakupy i kupil) ale nie ma masła ;) naczynia w zlewie tez widzialam z reguły tylko ja wiec teraz mamy juz zmywarke :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Też mam marzyciela, który planuje co zrobi z wygraną w lotto... Mój sobie kupi dobre BMW, a mi może kupić coś małego, bo przecież po co mi duży samochód. To dopiero jest łaskawca... Twój to anioł :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)

TOP