18.5.15

Balsam do ust w kostce Balmi

Lubię cieszące oko drobiazgi i ładnie wyglądające gadżety. Swoją nietypową  formą urzekły mnie jakiś czas temu balsamy EOS.

Gdy na rynku pojawiły się kostki z balsamem Balmi oczywiście chętnie po nie sięgnęłam. Posiadam wersję malinową, ale są dostępne jeszcze balsamy o zapachu kokosa, truskawki i mięty. Pod tym względem EOS mają znacznie bogatszą ofertę. O balsamach eos już się kiedyś na blogu rozpisywałam, pora przyjrzeć się bliżej produktowi Balmi.


opakowanie Balmi

Zamysł podobny jak w balsamach eos - ma to być przede wszystkim ładnie wyglądający gadżet. Opakowanie to odkręcana kostka, która pełni również rolę breloczka. Pierwsze wrażenie jak najbardziej na plus. Niestety, już po kilku dniach codziennego użycia balsamu opakowanie przestało się zamykać, przez co kostka sama odkręcała się w torebce.



właściwości balsamu

Na plus - stożkowy kształt ułatwiający aplikację balsamu. I w zasadzie na tym kończą się jego zalety. Balsam Balmi w konsystencji przypomina zwyczajną wazelinę, która w nieprzyjemny sposób maże się na ustach. Nakładając grubszą warstwę pojawia się nieestetyczny, biały nalot.  Działania nawilżającego i pielęgnującego nie dostrzegłam.


skład


Skład też szału nie robi, już na drugim miejscu jest parafina, a wspominany przez producenta olejek jojba i masło shea są dopiero pod koniec listy. Stawkę zamykają parabeny.

skład: Polybutene, Paraffinum Liquidum, Petrolatum, Ozokerite, Synthetic Wax, Ethylhexyl Pamitate, Paraffinum, Ethyhexyl Methoxycinnamate, Cera Carnauba, Butyl Methyoxydibenzoylmethane, Benzophenone - 3, Butyrospermum Parkii Butter, Hydrogenated Jojoba Oil, Aroma, Diethylamino Hydroxybenzoyl, hexyl Benzoate, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylaraben, Benzyl Benzoate, CI 77891

Dla porównania, balsamy EOS zrobione są z 95% organicznych składników. Nie znajdziecie w nim ani parafiny ani parabenów. Za to w składzie uśmiechają się do Was naturalne oleje ( m.in. kokosowy i jojoba), masło shea i wosk pszczeli. Eoski faktycznie nawilżają i odżywiają wysuszone usta. 
Pojemność jest taka sama, ale przez to że EOS ma znacznie bardziej zwartą konsystencję jest również bardziej wydajny. No i opakowanie z pewnością Wam się nie rozwali :)




Cena

A jak wygląda to cenowo? Sprawdziłam ceny w jednej z drogerii internetowej, posiadającej w swojej ofercie oba balsamy. Balsam Balmi to wydatek 24,50 zł, natomiast Eosy kosztują 22,90 zł. Szczerze? Patrząc na kiepską jakość wykonania opakowania, nieciekawy skład i  brak jakichkolwiek właściwości pielęgnacyjnych, to cena Balmi jest jakąś pomyłką. Jeśli szukacie fajnego, pielęgnacyjnego gadżetu do torebki, postawcie na eosy. 



A może u Was balsamy balmi sprawdziły się lepiej? Dajcie znać!

17 komentarzy:

  1. Nie lubię parafiny, nie dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też jej unikam, więc zawiodłam się, że ten balsamik jest nią wypchany...

      Usuń
  2. Ojjej kusi mnie, ale twoje zdjęcie piekne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wygląda poręcznie, fajny gadżet i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to nawet nie powiedziałabym, że to fajny gadżet...

      Usuń
  4. Uroczo wyglądają! Jednak preferuję pomadki. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przynajmniej wiem, po co nie sięgać, dzięki :))

    OdpowiedzUsuń
  6. to ja jednak zostanę przy eosie. kończy mi się wersja summer fruit , którą polecam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie już skład odrzucił. Nietrafiona podróbka EOS.

    OdpowiedzUsuń
  8. Recenzowałam go kiedyś w porównaniu z EOSem i EOS wygrał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, balmi nie dorasta eosowi do pięt ;)

      Usuń
  9. Mam Eos o Balmi myślałam, jednak to już któraś negatywna opinia. Pasuję w takim razie i pozostaję przy EOSie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)

TOP