23.4.15

Pora nabrać trochę koloru - samoopalający mus nawilżający

Pamiętam swoją pierwszą wtopę z samoopalaczem. Nogi całe w pomarańczowych zaciekach, które w niczym nie przypominały naturalnej opalenizny. Akurat zaczęły się pierwsze, letnie upały, a ja zamiast w szortach, chodziłam w długich spodniach, bo wstyd było mi pokazać w takim stanie nogi.

Do dzisiaj z lekką ostrożnością podchodzę do wszystkich kosmetyków samoopalających. Mimo, że bardzo przykładam się do ich równomiernego nałożenia, to tak naprawdę nigdy do końca nie wiem, co zastanę za kilka godzin. 

Czy kolor nie okaże się zbyt pomarańczowy i czy skóra będzie wyglądała na opaloną, czy raczej na brudną. Do musu Lirene* również pierwsze podejście było bardzo ostrożne.

Producent obiecuje, że osiągniemy efekt równomiernie opalonej skóry utrzymujący się do sześciu dni już po godzinie od aplikacji. Dzięki zawartości składników odżywczych, samoopalacz ma dodatkowo nawilżać skórę.


Aplikacja

Mus to bezbarwna, lekka pianka o całkiem przyjemnym zapachu. Sama aplikacja jest naprawdę bezproblemowa - kosmetyk łatwo się rozprowadza i błyskawicznie wchłania. Praktycznie zaraz po nałożeniu samoopalacza mogę założyć ubranie, nie martwiąc się, że je wybrudzę. Mus można stosować do twarzy i ciała, jednak ja z obawy o wysuszenie i zapchanie skóry twarzy, używam go tylko do ciała.

Efekty

Opalenizna faktycznie pojawia się szybko i już po godzinie, możemy cieszyć się ładnym i (przede wszystkim) równomiernym  kolorem skóry.

kolor opalenizny


Jeśli chodzi o sam kolor- jest to naprawdę ładny odcień ciepłego brązu, zbliżony do koloru mojej naturalnej opalenizny. Na pewno nie będziemy straszyć pomarańczką, jednak chłodniejsze typy urody pewnie wolałyby, aby odcień uzyskanej opalenizny miał mniej żółtego pigmentu.
Po pierwszej aplikacji uzyskujemy subtelny efekt skóry muśniętej słońcem, dzięki czemu nakładając go dzień po dniu możemy stopniować intensywność naszej opalenizny. 

Za 150 ml zapłacimy niecałe 20 zł.

Podsumowując - zero smug, zacieków, czy przebarwień. Rozprowadza się bezproblemowo i błyskawicznie wchłania. Kolor nie razi pomarańczką, a skóra nabiera naturalnie wyglądającej opalenizny. 



*produkt otrzymany w ramach współpracy


Używacie samoopalaczy? Macie swoje sprawdzone produkty?

11 komentarzy:

  1. Fakt, coraz cieplej się robi, a ja jestem blada jak córka młynarza!:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatni raz używałam samoopalacza w liceum, czyli jakieś 7 lat temu;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę wypróbować, od kilku dni na twarz stosuję samoopalacz dax , z którego jestem bardzo zadowolona ale nie mam nic do ciała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi interesująco, chętnie go wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że należałabym do tej grupy, dla której mógłby on mieć mniej żółtego pigmentu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jestem naturalnym bladziochem i zawsze tego typu produkty trochę mnie przerażaly :) że będę uciapana wszystkimi odcieniami słońca ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chętnie bym wypróbowała. A co do mojej pierwszej przygody z samoopalaczem - dłonie pomiędzy palcami były pomarańczowe! :) Fuuuu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mam dobrych doświadczeń z samoopalaczami ale ten chciałabym wypróbować jednak nigdzie nie mogę go kupić, w żadnej drogerii nie ma. Spróbuję jeszcze popytać a jak nie znajdę, to sobie odpuszczę, bo to chyba znak, że samoopalacze jednak nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)

TOP