9.3.15

A Ty, ile marnujesz czasu?

Sobota. Otwierasz jedno oko. Patrzysz na telefon. O, dopiero 9.00, pośpię jeszcze 15 minut. Nawet nie wiesz kiedy, z piętnastu robi się pół godziny. Powolnym krokiem maszerujesz do łazienki. Najpierw rytuał mycia i suszenia włosów. Schodzi kolejne pół godziny. Potem makijaż. I znów znika prawie 30 minut.

Jedząc śniadanie przeglądasz fejsbuka, skrolując stronę to w dół, to w górę. Kumpela wrzuciła zdjęcie z nart, a znajomi chwalą się swoim bobasem. O! W. się zaręczyła. Ale tak szczerze to g... Cię to wszystko obchodzi.

Skoro komputer już włączony, to za jednym zamachem sprawdzasz też pocztę. Spam, wiadomość z banku, info o promocjach, znowu spam. O, jeszcze więcej spamu. 

Dopijając poranną kawę zerkasz na zegarek i orientujesz się, że dochodzi już 12.00. Hej, gdzie podziała się ta ostatnia godzina? Postanawiasz ruszyć tyłek i zamiast marnować czas, zabierasz się za sprzątanie. Podczas porządków w szafce znajdujesz album ze szkolnymi zdjęciami. Nie wiadomo kiedy na jego przeglądaniu upływa Ci pół godzinki.  Potem jeszcze napotykasz kuferek ze skarbami z podstawówki, a na dokładkę znajdujesz swój stary pamiętnik. I w taki też sposób, sprzątanie rozciąga się w czasie, jak stara gumka w gaciach. 

Zbliża się 15.00, gdy kończysz porządki i zdajesz sobie sprawę, że potwornie zgłodniałaś. Zakupów oczywiście zrobić nie zdążyłaś. Zanim pokona Cie głodżilla, łapiesz za telefon i wykręcasz numer do pobliskiej pizzerii. Duża salami z mozzarellą będzie za 40 minut. Zmęczona porządkami, zarzucasz nogi na kanapę i relaksujesz się przed TV oczekując na pizzę. Wreszcie jest! Zajadasz ją oglądając ulubiony serial. Tak Cię wciągnął, że zamiast jednego odcinka, obejrzałaś trzy. 

Nie wiesz kiedy z szesnastej zrobiła się dziewiętnasta. Dla zabicia wyrzutów sumienia po pizzowej rozpuście postanawiasz poćwiczyć. Odpalasz komputer, żeby uruchomić Chodakowską, ale w między czasie klikasz na pocztę i odpisujesz na kilka maili. Fejsbuk jakoś tak sam się włącza. Potem jeszcze przeglądasz kilka blogów. Zaskoczona stwierdzasz, że dochodzi już 21.00, a to oznacza, że zaczyna się film, który koniecznie chciałaś obejrzeć. No cóż, Chodakowska nie zając, nie ucieknie. 
J u t r o przecież też jest dzień. 

Zmęczona w zasadzie nie wiadomo czym, kładziesz się spać. Z postanowieniem, że jutro wstaniesz wcześnie i zrobisz wszystko na co dzisiaj nie miałaś czasu. Yhy. Taaa...

Brzmi znajomo? High five :)


Zerknij też na inne posty z tej serii:

16 komentarzy:

  1. Na szczęście mnie to nie dotyczy:) wstaję o 6-7 ( zależy od dnia) pakuje małego do przedszkola i siebie w 15 minut. O 8:30 jestem w domu i w godzinę szykuje się do pracy:P internety przeglądam na telefonie w drodze albo wieczorem po pracy. FB usunęłam i mam teraz dużo więcej czasu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba muszę wziąć przykład i również usunąć FB, niepozornie zajmuje BARDZO dużo czasu :)

      Usuń
  2. Dlatego staram się planować wiele rzeczy;).

    OdpowiedzUsuń
  3. Yezzooo, jak ja się cieszę, że nigdy nie miałam z tym problemu. Nie cierpię marnowania czasu, późnego wstawania, obijania się z kąta w kąt. Nawet kiedy jeszcze nie miałam dziecka wolałam wstać wcześnie, ogarnąć wszystko, a później choćby iść na spacer ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha :D ja jestem mistrzem marnowania czasu ^^^ ale póki nie mam jakiegoś mega ciśnienia, że musze zrobić to, tamto i siamto... to dobrze mi z tym ^:)

    OdpowiedzUsuń
  5. skąd ja to znam :/ zazwyczaj jestem na siebie wściekła że znowu przez cały dzień prawie nic konstruktywnego nie zrobiłam, ale niestety szczególnie w okresie zimowym nie mam wystarczająco dużo samozaparcia żeby następnego dnia to nadrobić :/ za to latem zazwyczaj zasuwam jak mała mrówka :) ciągle coś robię, to tu, to tam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj niestety, też to znam! W dni, kiedy pracuję lub mam napięty grafik na wszystko - wbrew pozorom - jest czas. A kiedy tylko jestem w domu, to no cóż... Czasami nie mam nawet kiedy napisać posta na blog, bo taka jestem zmęczona wylegiwaniem się na kanapie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz, jest takie powiedzenie, że jeśli marnowanie czasu sprawiło Ci przyjemność to nie był to czas zmarnowany ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam tak w każdy wolny dzień...dziś miałam myć okna...ale jakoś tak już 15 więc chyba sobie daruję ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja zazwyczaj wstaję ok.4:45,gdyż pracę zaczynam o 6:00 rano - a gdy tylko z niej wrócę - to nie wiem w co włożyć ręce,żeby wszystko "ogarnąć" na czas...

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie bardzo irytowały takie soboty, właściwie nic konkretnego nie zrobiła i zleciał cały dzień, aż żal tego wolnego dnia. Wzięłam się w garści teraz do godziny 12 mam posprzątane i zakupy zrobione ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. O niee!! Brzmi az za bardzo znajomo ;) Pytanie co z tym zrobic... ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja niestety/stety nawet w weekend budzę się 6-7 choc bym właśnie chciała dłużej pospać. Soboty zazwczaj się pracowitę, za to niedziele tak ja ta dziś tylko lenistwo ale raz w tygodniu się należy:)

    OdpowiedzUsuń
  13. hahaha boże jakie to życiowe :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Marnowałam mnóstwo czasu ale od nowego roku zrobiłam sobie super postanowienia i... nawet udało mi się ich trzymać. Robię kursy, szkolenia (ostatnio zrobiłam szkolenia abi, świetna sprawa!), rozwijam się, uczę nowych rzeczy. Myślę o nauce norweskiego, marzy mi sie wyprawa tam na dłużej.. Warto zacząć ujarzmiać czas. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)

TOP