16.11.14

Jesienny niezbędnik do torebki


Pomadki ochronne walają się u mnie wszędzie. Mam je w torebce, w kurtce i przy łóżku. Bez ochronnego sztyftu nie ruszam się z domu. 


Jeśli jakimś cudem zapomnę o pomadce, to mam wrażenie, że moje usta zaraz pękną z wysuszenia. To pewnie jakiś psychologiczny chwyt, bo przecież nawet jak mam pomadkę w kieszeni, to nie smaruję nią ust non stop. 

Tak, więc jesienno-zimowym must have w mojej torebce jest oczywiście pomadka ochronna.

O tej porze roku sięgam po odżywcze sztyfty - bardzo dobrze sprawdza się u mnie Isana Intensiv, a nowością w kosmetyczce jest kokosowa pomadka Burt's bees. Wcześniej używałam klasycznej wersji i byłam bardzo zadowolona z jej działania.


Wycwaniłam się i już nie noszę w torebce wielkich kremów do rąk. Od jakiegoś czasu wybieram miniaturki. Są świetne przede wszystkim do małych torebek, a i w dużych sprawdzają się nieźle (minus taki, że trudniej je w torebce wymacać). Nie robię dziennie takich dystansów, że musiałabym kilkukrotnie używać kremu do rąk w terenie. W domu i pracy mam pełnowymiarowe tubki :)
Obecnie zużywam miniaturki kremów L'Occitane. 

Kolejny torebkowy specyfik - masełko Shea. Mini wersja w małej, uroczej puszce. Masło ma uniwersalne zastosowanie, a ja najczęściej używam go do suchych skórek, wysuszonych od zimna skrzydełek nosa i ust. Mega wydajne!

Gdy czeka mnie jakaś dłuższa wyprawa, do torebki wrzucam ogrzewacz do rąk. W razie gdybym utknęła gdzieś na peronie, czy przystanku autobusowym. No i mam słabość do sówek :)





A jakie Wy nosicie kosmetyki w torebce?

19 komentarzy:

  1. Ogrzewacz boski, muszę nad tym pomyśleć! :) super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super sprawa mieć taki ogrzewacz w torebce - naprawdę polecam :)

      Usuń
  2. Ja zazwyczaj noszę właśnie pomadkę i krem do rąk, raczej nic więcej nie potrzebuję z takich niezbędników, ale teraz wiem, że muszę sobie sprawić taki mały ogrzewacz. W zimę i jesień strasznie marzną mi ręce, więc nada się idealnie! ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie dokładnie ta sama sytuacja, noszę pomadki ochronne wszędzie - w torebce, w kieszeniach, w piórniku, a ile porozkładane po domu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, czyli nie tylko ja mam taką obsesję :D

      Usuń
  4. Jaka urocza sówka :)) A co do zawartości kosmetyczki - idealna :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Staram się nie kupować za dużo pomadek ochronnych i regularnie zużywać to co mam bo inaczej to pewnie bym miała wszędzie :P A tak 2 w sztyfcie plus jeden balsam w słoiczku wystarczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dwie pomadki to dla mnie zdecydowanie za mało:D

      Usuń
  6. Zawsze muszę mieć przy sobie pomadkę ochronną, ponieważ gdy zetrze się warstwa, którą nałożyłam przed wyjściem, wargi po prostu mnie pieką;/

    Ostatnio coraz częściej noszę ze sobą krem do rąk, choć wcześniej nie odczuwałam takiej potrzeby. Odkąd skóra pęka mi z suchości, staram się ją nawilżać na każdym kroku;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dłonie bardzo szybko stają się wysuszone, więc krem do u mnie must have od zawsze :))

      Usuń
  7. Ogrzewacz uroczy, ostatnio też sowy mną zawładnęły :D
    Jesienią i zimą krem do rąk i pomadka ochronna do ust obowiązkowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ostatnio M. kupił mi termofor z sówką do kompletu (ogrzewacz też jest od niego) :))) Sówki wszędzie :D

      Usuń
  8. Ja też mam zawsze przy sobie pomadkę ochronną. Muszę pomyśleć o takiej miniaturce kremu do rąk do torebki bo standardowe opakowanie zajmuje mi za dużo miejsca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie, standardowe opakowanie nie dość, że zajmuje trochę miejsca, to też taka tubka swoje waży :)

      Usuń

  9. Ja też mam pełno pomadek i błyszczyków. Krem do rąk noszę w wersji pełnowymiarowej. Sówka jest słodka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam Burt's Bees :) A ogrzewacz jest uroczy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)

TOP