10.5.14

Pozytywną recenzję proszę!


...czyli, moje trzy grosze o współpracach, recenzjach i otrzymanych kosmetykach. Na pewno jest wam znany tekst "bardzo proszę o niepublikowanie negatywnych opinii", czyli bez zbędnego owijania w bawełnę - wyślę pani produkt i proszę o pozytywną recenzję. 

Na szczęście w mailach od firm pojawia się takie sformułowanie coraz rzadziej, ale niestety ciągle się pojawia. Tego typu propozycje z góry odrzucam. A... parę tygodni później widzę na wielu blogach współpracowe recenzje produktów tych marek i zawsze zastanawiam się, czy pozytywna opinia jest szczera, czy też lepiej spojrzeć na nią z przymrużeniem oka. 



Nie będę apelować, abyście na taki układ nie szły - to już każdego indywidualna sprawa, ale nie da się ukryć, że przez takie "akcje" blogerki tracą po prostu wiarygodność o oczach swoich czytelników.

Nie chciałabym, aby publikowane na April's station recenzje odbierane były z przymrużeniem oka. Do tej pory wychodziłam z założenia, że skoro moja opinia jest jak najbardziej szczerza i nigdy nie piszę pozytywnych recenzji pod czyjeś dyktando, to nie ma żadnej różnicy, czy dany kosmetyk otrzymałam od firmy, czy kupiłam go sobie sama. Ale... może dla Was ma to znaczenie? 

Postanowiłam, że od maja wszystkie recenzowane produkty, które dostałam w ramach współpracy z firmami oznaczać będę  gwiazdką - *. Myślę, że takie rozwiązanie będzie jak najbardziej fair w stosunku do Was, a stosując małą "*" nie będę musiała na początku każdego posta zaczynać od spowiedzi w stylu "dostałam to od firmy xxx  bla bla bla". 

Od razu chciałabym Wam jednak powiedzieć, że ta gwiazdeczka oraz fakt, że jakiś produkt otrzymałam, a nie kupiłam go sama nie ma żadnego wpływu na moją opinię. Jeśli kosmetyk nie spełnia moich oczekiwań, nie omieszkam Wam o tym napisać :) Tak było do tej pory i nic w tej kwestii się nie zmieni. 

Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania na ten temat, więc będę wdzięczna za wypowiedzenie się w tej sprawie :)) Uważacie, że  blogerki powinny oznaczać produkty, które otrzymały od firm, czy zupełnie nie zwracacie na to uwagi?

Miłego weekendu!

31 komentarzy:

  1. ja miałam tylko jeden taki przypadek... Miałam nawiązać współpracę z firmą X (paczka podobno została już wysłana) ale dotarło do mnie, że podobno po publikacji posta ingerują w jego treść, by była pozytywna. Postanowiłam sprawę wyjaśnić i napisałam maila z zapytaniem jak to wygląda... Dostałam odpowiedź, że oczywiście nie ingerują w treść i mogę napisać co chcę... A za 10 min dostałam maila, że jednak nie mogą współpracy ze mną nawiązać (mimo, że podobno już dawno paczka została nadana) :) Jak dla mnie wszystko jasne:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście jeżeli dostaję jakiś produkt do przetestowania, to nie piszę o nim w samych superlatywach, jeśli na to nie zasługuje. Cenię szczerość u innych blogerek i sama również jestem szczera. Moim zdaniem to podstawa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie spotkałam się na szczęście z taką, akcją że firma napisała do mnie że dostanę produkt za pozytywną recenzję. Ale zdarzyła mi się przykra sytuacja, kiedy wysłałam firmie link do recenzji produktu, który kompletnie się u mnie nie sprawdził, wtedy Pan w odpowiedzi osądził mnie, że źle używałam produktu, dlatego się nie sprawdził .

    OdpowiedzUsuń
  4. Raz mi się zdarzyło, jakieś 2-3 lata temu, że dostałam maila od pewnej agencji, w którym było napisane, że mają mi do zaoferowania zestaw kosmetyków Eveline. Gdy poprosiłam o więcej szczegółów, to dostałam cały regulamin współpracy, w którym zawierało się między innymi to, że mogę publikować tylko pozytywne opinie, negatywne mam przesyłać bezpośrednio do agencji. W przypadku niewywiązania się z tego punktu umowy miałam odesłać im wszystkie kosmetyki na swój koszt :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I może jeszcze pokryć koszty zużycia hahaha. Żenada.

      Usuń
    2. pamiętam, że i ja też dostałam tę samą propozycję. Oczywiście odmówiłam. W tej chwili nawiązuję mało nowych współprac - kontynuuję te sprawdzone od dawna - nowe wybieram i dobieram bardzo uważnie. Generalnie nie jest dla mnie ważne kto skąd i jak otrzymał kosmetyk, póki recenzja jest szczera. Kilka razy zostało mi zarzucone, ze każdy kosmetyk u mnie jest ze współpracy. Napisałam o tym post i 99% komentarzy była taka, że czytelniczki jednak ufają mojemu osądowi i nie ważne jest dla nich czy go kupiłam czy go dostałam.
      Ważne jest aby nie zatracić siebie.

      Usuń
    3. U mnie też będzie oznaczenie. Na fb zapytałam czy lepiej zeby czytelnicy wiedzieli że kosmy są ze współpracy czy jest im obojętne. Chcą wiedzieć- więc będzie znaczenie. Natomiast specjalnej ulgi dla produktów nie będzie i nie było:)

      Usuń
    4. Nena - rozwaliłaś mnie :D:D
      Siouxie - mam takie samo zdanie, jeśli recenzja jest szczera to nieważne skąd pochodzi kosmetyk, czy blogerka kupiła go sama, czy dostała od cioci, czy w ramach współpracy. Ale oznaczać takie wpisy nie zaszkodzi :))

      Farizah - i dobrze, jeśli czytelnicy wyrazili taką wolę, to nie ma na co czekać :)

      Usuń
  5. Ja chcialabym, aby kazda blogerka KAZDY taki produkt oznaczala lub pisala o tym, ze jest to wspolpraca. Ja po prostu nie ufam ich opiniom. Biore je z przymrozniem oka. Nie chodzi tu o to, ze dostaly go w promocji lub za darmo, ale o marketing, ktory czesto dyktuje dziewczynom co maja pisac.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja czytając recenzję kosmetyków chce wiedzieć czy blogerka otrzymała produkt w ramach współpracy. Wydaje mi się śmieszne kiedy na blogu seriami pojawiają się recenzje kosmetyków danej firmy i nigdzie nie jest zaznaczone, że to w ramach współpracy. Zresztą bardzo łatwo zauważyć, które kosmetyki blogerki dostają, a nie kupują. Wówczas na blogerze pojawia się fala recenzji takich samych produktów. Przypadek? No raczej nie ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam, że zazwyczaj są to same pozytywne recenzje, wiadomo z jakich względów.

      Usuń
  7. Oznaczaj :) Też wychodzę z założenia, że recenzja ma być rzetelna, albo w ogóle ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oznaczanie to dobre rozwiązanie. Czasem zdarza się blogerkom fakt współpracy ukrywać i to rzeczywiście budzi nieufność. Plus za zdrowe podejście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że podjęłam słuszną decyzję :))

      Usuń
  9. Ja od dawna oznaczam produkty, które dostałam for consideration. Nigdy nie oczekiwano ode mnie pozytywnych recenzji. Ja widzę to tak; nie każdy produkt, który znalazłam w goodie bag albo podesłał mi dział marketingu, kupiłabym sama. Czasem znajduję perełki, ale to nie o to chodzi. Po prostu otrzymanie produktu do testów ma kluczowy wpływ na recenzję - pojawia się ona na blogu. Inaczej taka recenzja (obojętnie - pozytywna czy negatywna, rzetelna czy nie) nie powstałaby. I już. Tylko tyle, aż tyle. Jako czytelnik chcę wiedzieć czy ktoś kupił coś sam czy nie. Jako blogerka, chcę, żeby Czytelnicy wiedzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie dlatego postanowiłam stosować te gwiazdkowe objaśnienia :)

      Usuń
  10. ja zawsze pisze jesli cos dostalam, kilka razy zdarzylo mi sie dostac propozycje wspolpracy z opinia tlko pozytywna ale odrzucilam, za to pozniej widzialam te produkty na innych blogach - ciezko mi bylo uwierzyc w te opinie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, właśnie - ciężko uwierzyć jeśli dostało się maila od tej samej firmy z prośbą o pozytywną recenzję...

      Usuń
  11. takie wiadomości w których wprost mówią o pozytywnej recenzji sa okropne! :/ aż mi się coś w środku gotuje ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety. Na szczęście takich maili jest coraz mniej :)

      Usuń
  12. Nie zdarzyło mi się dostać takiej propozycji. Firmy, z którymi decyduję się na współpracę zazwyczaj akceptują moje warunki i nie dyskutują na temat treści recenzji. Co do oznaczania postów to od dawna mam dylemat. Z jednej strony uważam, że nie ma to sensu, bo czy kosmetyk kupiłam sama, czy go dostałam to moja recenzja zawsze jest szczera. A właśnie dopiska 'post sponsorowany' może sugerować czytelnikowi, że ma ją potraktować z przymrużeniem oka, bo mogę coś pisać pod producenta. Z drugiej strony może jednak taka jest wola odbiorców? Nie wiem.. trzeba by chyba ankietę przeprowadzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie też wychodziłam z takiego założenia, że skoro na moją opinię nie wpływa fakt, że dostałam kosmetyk od firmy, to nie ma sensu o tym mówić. Jednak z drugiej strony czytelnik ma prawo wiedzieć, który kosmetyk pochodzi ze współpracy. Biłam się z myślami dobre kilka miesięcy, ale ostatecznie zdecydowałam wprowadzić te "*" informujące o pochodzeniu produktu. Mam nadzieję, że wyjdzie mi to na dobre :D

      Usuń
  13. ja nie miałam takiej propozycji, ale zawsze informuję przed podjęciem współpracy, że recenzja będzie subiektywna i jeśli produkt nie spełni oczekiwań to o tym napiszę
    nigdy żadna firma nie protestowała

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak mi się przypomniało... poznałam na jednym ze spotkań panią, która jest dystrybutorem na Polskę pewnych kosmetyków - nie chcę pisać jakich ale generalnie szybko zakończyła współpracę z blogerkami. Po publikacji recenzji na kilku znanych blogach a nie były to złe recenzje ale też kosmetyki nie były wychwalane pod niebiosa ze względu na skład, wysoką cenę, usłyszałam od tej pani "jak one mogly tak napisać o moich kosmetykach, przecież one kompletnie się nie znają, co za totalne i wierutne bzdury i w dodatku nie potrafią pisac po polsku...". Zaczęłam jej tłumaczyć że my piszemy recenzje z punktu widzenia użytkownika i nie musimy się znać... Recenzja ma ewentualnie pomóc potencjalnemu nabywcy w kupnie kosmetyku.
    Byłam mocno zdegustowana i do tej pory mam uraz do tej firmy i jej filozofii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, chyba niektóre firmy nie bardzo rozumieją na czym polega taka współpraca i z czym się wiąże przesłanie kosmetyków do przetestowania ;))

      Usuń
  15. Sama zawsze zaznaczam produkty, które otrzymałam, choć ten fakt, nie ma wpływu na opinię. Jeśli firma oczekuje wyłącznie pozytywnej recenzji, nie zgadzam się na taką współpracę. Ale większość firm zgadza się na współpracę (choć tak na prawdę miałam ich do tej pory bardzo niewiele).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za opinię :) Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że oznaczanie produktów jest potrzebne i super, że coraz więcej blogerek informuje o tym swoich czytelników:)

      Usuń
  16. ja tam ufam blogerkom i nie zwracam na to uwagi :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)

TOP