5.12.13

Z przymrużeniem oka: pod jednym dachem z facetem

Mieszkanie z facetem nauczyło mnie jednego- tego, że czasem trzeba wrzucić na luz, aby nie wkurzać się na każdym kroku i z każdej pierdoły nie robić afery. Zauważyłam również, że mam trzecie oko.

Widzę, rzeczy których M. zupełnie nie dostrzega. Z brudną kuchenką, stertą ubrań na fotelu, nieodkurzoną podłogą i ręcznikami do wyprania na czele.

Po cichu liczę, że u Was jest podobnie i nie trafił mi się po prostu mały obibok ;)

Od razu zaznaczam - potraktujcie ten post z przymrużeniem oka. Mieszka mi się z M. naprawdę dobrze :D



Bałagan robi się sam. I to w tempie ekspresowym. M. oczywiście go nie widzi, bo nie ma trzeciego oka. Jak powiem, że jest brudno, to zobaczy - ale to jeszcze nie oznacza, że coś z tym zrobi. Wariant A- biorę sprawy w swoje ręce i sprzątam wszystko sama. Wariant B - truję tak długo, aż ruszy tyłek i pomoże sprzątać. Nie, nie jestem frajerem i nigdy nie zdecyduję się na wariant A ;)

Śmieci same się nie wyniosą. Nie jestem pewna, czy M. zdaje sobie z tego sprawę próbując upchać kolejny kartonik po soku do zapełnionego po brzegi kubła. Nie ma co, cwany jest - naciągnie worek tak, aby owy kartonik jeszcze się tam zmieścił. Na pomysł, żeby je wynieść w 99% nie wpadnie. A jak już zdarzy się ten cudowny 1% przebłysk geniuszu to i tak worka nowego nie wsadzi. Cały M. 

Lodówkę czasem trzeba sprzątnąć. I nie mówię tu o rozmrażaniu i gruntownych porządkach. Znów objawia się moje trzecie oko, które widzi pleśniejący jogurt, czy wyschniętą cytrynę. Tak, bałagan w lodówce też robi się sam :D

Chcesz mieć kwiaty, to je podlewaj. O kwiaty dbam ja, podlewam, doglądam. Czasem zdarza się jednak, że wyjeżdżam i powierzam opiekę nad nimi panu M. Są trzy możliwości w jakim stanie je zastanę po powrocie. Opcja 1 , najczęstsza - wysuszone, opcja 2 - zalane, opcja 3 - wysuszone, a potem zalane, czyli przez całą moją nieobecność zapomniane, a obficie podlane tuż przed moim przyjazdem. Przy każdej opcji to samo tłumaczenie - "nie mam pojęcia co im się stało, jeszcze wczoraj było z nimi wszystko OK!". Na szczęście moje kwiaty są dzielne i zawsze odbijają :)

Pasta do zębów czasem się kończy. Podczas, gdy ja jestem przekonana, że nic w tubce już nie ma i trzeba kupić nową, M. zawsze coś tam jeszcze wyciśnie. Choćby miał ją powykręcać na wszystkie strony to na jego szczoteczkę jeszcze coś tam skapnie. Ja mam do wyboru - albo gumę do żucia, albo wycieczkę do najbliższego sklepu.

A tak poza tym, to mieszka nam się bardzo dobrze :) Jestem prawdziwą szczęściarą, bo M. jest jedynym facetem jakiego znam, który zamyka za sobą deskę klozetową. Tyle wygrać! :D


A jak to wygląda u Was? :)

45 komentarzy:

  1. Uśmiałam się ! Ja ze swoim nie mieszkam, ale często pomieszkuję. Wiem, że to nie jest to samo, ale też już zauważyłam pewne symptomy. Z tą deską mój jest lepszy, u mnie opuszcza, u siebie w domu NIE xD .

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd ja to znam :P Chociaż z drugiej strony, gdy teraz mieszkam sama nie ma na kogo zrzucić odpowiedzialności za bałagan :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie strasz, bo chcę na miesiąc zamieszkać ze swoim facetem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może z Twoim nie będziesz miała takich problemów :D

      Usuń
  4. Ja tak bardzo chciałabym móc napisać taki post... Niestety, jesteśmy z moim Rycerzem na etapie szukania mieszkania i nic nie możemy znaleźć :/
    Ale myślę, że to on będzie sprzątał częściej niż ja, bo ja chyba też nie mam trzeciego oka :D A z deską, to oboje musimy zamykać sedes, inaczej nasz kot się wykąpie (;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzymam kciuki za znalezienie wymarzonego mieszkanka :)

      Usuń
  5. Bo faceci mają wzrok i słuch absolutny- absolutnie nic nie słyszą i nie widzą:P

    Ale serio u mnie z pastą do zębów jest na odwrót
    Bałagan i śmieci to standard że jestem sprzątaczką:) i odwieszam kurtki na miejsce:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe dokładnie :D

      Kurtek na szczęście odwieszać nie muszę ;))

      Usuń
  6. podpisuję się pod tym w 100% ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko mój nie widzi niektórych rzeczy :D

      Usuń
  7. Ze sprzątaniem u mnie jest dokładnie identycznie:))

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana, no jakbym swoje słowa przeczytała! U mnie jest dokładnie tak samo - mój facet nie widzi, że coś trzeba zrobić. Pomijając jego wadę wzroku, naprawdę dziwię się, jak można nie dostrzec tego, że w koszu naprawdę nie zmieści się kolejna plastikowa butelka, choćby nie wiem, jak bardzo była zgnieciona! Kwiatki zwykle podlewam sama i mniej więcej o tym pamiętam wtedy kiedy potrzeba, ale czasem jest tak, że wyjeżdżam i proszę, żeby mój A. podlał je podczas mojej nieobecności :D Ciężko było, dopóki nie postawiłam na każdym parapecie po jednym kwiatku. Wcześniej trudno było mu zapamiętać, że mamy dwa kwiatki (po jednym w każdym pokoju), a nie jeden (w kuchniosalonie, gdzie przebywamy najczęściej). Teraz A. pamięta, że u nas podlewa się PARAPETY, a nie kwiatki. A że parapety w domu mamy trzy, co łatwiej jest zapamiętać niż gdzie stoją kwiatki i ile ich jest, to na reszcie dostają one tyle wody ile powinny :D Ta lodówka to u nas mniejszy problem, bo my generalnie kupujemy mało jedzenia, tzn. wolimy zakupy zrobić częściej, a mieć wszystko świeże. Pasta do zębów, jak i wszystkie rzeczy, które się kiedyś kończą, to u mnie zmora totalna, bo niestety cała LOGISTYKA zakupowa zostaje nie wiedzieć czemu na mojej głowie. Mój A. zawsze twierdzi, że pastę da się jeszcze wycisnąć itp. :D Nie rozumie, że jak zużyte zostaje już trochę więcej niż pół tubki, to trzeba iść do sklepu i kupić, żeby leżała w szafce i czekała na ten moment, kiedy poprzedniej już się wycisnąć nie będzie dało. FACECI I ICH LOGIKA :D - w dużej przewadze żyją chwilą i nie potrafią myśleć z wyprzedzeniem o co najmniej 1-2 dni do przodu, jeśli chodzi o zakupy i artykuły potrzebne do domu :D Mi też z moim facetem mieszka się z każdym dniem co raz lepiej, ale o deskę walczę do dzisiaj :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie postawienie na parapet niestety nie pomogło ;)) Masz rację, logistyka zakupowa u facetów leży i chyba w głowie im się nie mieści, aby robić zakupy na zapas :D

      Usuń
  9. Mój sam z siebie kupuje pastę i wynosi śmieci, oczywiście worka nie wkłada, mówiąc że jak On wynosi śmieci, to ja mogę przecież włożyć worek. Nie jest też jakimś dużym bałaganiarzem, sprzątamy na przemian albo wspólnie. Nie mam jakichś dużych powodów do narzekań ale nie mogę znieść, jak robi sobie kanapkę i przychodzi z nią do pokoju bez talerzyka, na moje pretensje odpowiada, że przecież nie nakruszy i zawsze ale to zawsze wtedy coś mu spadnie na podłogę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój też ma tendencję do kruszenia, ale już nauczył się jeść z talerzykiem :D

      Usuń
    2. Ja mojego jeszcze cały czas tresuję ;-)

      Usuń
  10. Zamykanie klapy <3
    Boję się co to będzie jak ja zamieszkam na swoim razem z moim K. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha na pewno nie będzie źle :)

      Usuń
  11. Wspólne mieszkanie pokazuje wiele kwestii - albo umacnia związek, albo go kończy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. to ja chyba trafiłam na złotego mężczyznę :) wynosi sam z siebie kosz i zmywa podłogę
    choć czasem ciężko mu przetłumaczyć, że jej przemycie raz w tygodniu nie wystarczy, bo brudzi się szybciej, to święta pozostaje sobota
    i choćby nie miał w czym chodzić to żelazka raczej nie chwyta się, ponaciąga i weźmie najmniej pomiętą rzecz :D :D

    OdpowiedzUsuń
  13. U nas, na szczęście, praktycznie bezproblemowo :)

    OdpowiedzUsuń
  14. świetny, humorystyczny tekst :)
    na szczęście u mnie sprawy wyglądają tak, że dzielimy się obowiązkami po równo. J. robi to, czego ja nie lubię robić, a nawet prasuje moje rzeczy! (oprócz tych 'skomplikowanych'). jak o coś go poproszę, nie protestuje i raczej się nie ociąga z wykonaniem zadania. cudowny chłop ;) zdarzają się za to czasem takie rzeczy, o które proszę go co drugi dzień, a trafia do niego dopiero po kilku miesiącach. jak np. zgniatanie butelek przed ich wyrzuceniem czy uzupełnianie braków papieru toaletowego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że najlepiej podzielić obowiązki po równo - uniknie się dzięki temu wielu nieporozumień :)) O zgniatanie butelek nadal walczę :D

      Usuń
  15. hahaha :D ale się uśmiałam :D Niestety, to tylko faceci, więc nie można wymagać od nich za dużo :D Kiedyś na psychologii miałam, że jak się położy śmieci przy drzwiach to facet przechodząc ich nie weźmie, co więcej! On w 99% nawet ich nie zauważy! Ewentualnie wcale mu nie przeszkadzają, ze tam są i nie jest to dla niego nic dziwnego :P dopiero jak się mu powie "mógłbyś?" to to zrobi.
    Dobrze nam z nimi, jednak ponarzekać też troche trzeba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ładnie, czyli to wszystko już udowodniono naukowo :D

      Usuń
  16. hmm jak tak poczytam komentarze t widze ze moj jest idealem ;-) to ja wiecej balaganie chyba! oops.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. A mój facet jest jeszcze innym "egzemplarzem". Sprząta wszystko bez problemu (i to tak sam z siebie, bez namawiania, po prostu sam widzi że np. kosz się wysypuje, czy że okna lub lodówka jest brudna). Także w zasadzie sprzątanie mam z głowy. Za to w zasadzie nie ma mowy aby coś ugotował czy nawet zrobił kanapki. Jest zbyt niecierpliwy i zbyt nudzi go mieszanie czy doglądanie gotujących się potraw lub krojenie warzyw i przyrządzanie urozmaiconych kanapek. A jak już musi sobie zrobić jedzenie to nie smaruje masłem bo to za dużo roboty. Poza tym o prasowaniu tez nie ma mowy , to też nie na jego nerwy hehe. Także podsumowując w zasadzie jest po równo - on sprząta, a ja gotuję i prasuję.

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny wpis :))) mój Małż czaaaaasem dojrzy sam coś do wyrzucenia w lodówce,ale już zmywanie to dla niego największa kara jaka może być ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja też mam swojego M. który jest kropka w kropkę taki jak Twój M. (tzn. w zakresie Twojego opisu). Mój lubi chodzić po domu i mówić np. w tym kącie jest pajęczyna. I to wszystko, po prostu mnie informuje, a do roboty zabiera się dopiero, gdy porządnie na niego nawrzeszczę. Już zaczęłam myśleć, że do szczęścia jest mu potrzebna codzienna dawka opier.... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D Co my mamy z tymi facetami ;))

      Usuń
  20. No właśnie, trzeba pamiętać, że facet też człowiek ;P. Tak owszem, nabałagani i nie posprząta - ale ja nie jestem lepsza, też mi się to zdarza. Za to w takich chwilach jak teraz wiem czemu go kocham - jestem chora i leżę w łóżku, a moje kochanie się o mnie bardzo troszczy. Potrafi ugotować (właściwie to on więcej gotuje), pozmywać, posprzątać, uprać - tylko nie zawsze mu się chce (podobnie jak i mnie). Także zamiast narzekać trzeba doceniać, bo kłótnie nic dobrego nie dadzą, a i tak facet zrobi swoje - więc po co psuć sobie nerwy i strzępić język ;P. I tak jest najukochańszym mężem na świecie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100% Szkoda nerwów na kłótnie z powodu takich pierdółek :)

      Usuń
  21. Ha! Mój notorycznie zostawia puste kartoniki/słoiki na wierzchu lub w lodówce.. Nawet nie próbuje ich wyrzucać do śmieci. Rozwiesza po wszystkich meblach swoje ubrania, ale za to zamyka klapę:)

    Też mam to trzecie oko:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo! M. z tymi kartonikami ma tak samo :D Najwyraźniej trzecie oko to wybitnie kobieca przypadłość;)

      Usuń
  22. Ja na szczęście mam chyba skarb nie faceta :) na zakupy jeździ sam (uwielbia to robić) sprząta, gotuje, śmieci też wynosi, zamyka deskę i jeszcze przynosi mi herbatkę wieczorem :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Oh jak bym czytała o moim T <3 z czego większą cześć bałaganu najczęściej robię ja- ale też ja sprzątam więc sobie to wybaczam :) Natomiast on jak nabałagani to wstaje i idzie nie widząc co po za sobą zostawił :) Ah ci faceci- ale i tak ich uwielbiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  24. lepiej przymknac czasem oko i niedac sie zwariowac- u mnie neistety ja jestem straszliwa balaganiara i moj Pablo musi czasem to oko przymnkac ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)

TOP