18.6.12

Maseczka polinezyjska

Hej:)

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam mojego maseczkowego ulubieńca :) A jest nim polinezyjska maseczka ściągająco-detoksykująca z serii SPA Resort dr Ireny Eris.

Kosmetyki z tej serii kuszą atrakcyjnymi, smakowitymi nazwami (np. mus z egzotycznych kwiatów, krem jogurtowy, nektarowy krem, lazurowy peeling...) i ekskluzywnymi, eleganckimi opakowaniami. 

Na szczęście sama zawartość nie odbiega jakością od całej tej marketingowej otoczki :)




Co mówi producent?

Poczuj dobroczynną siłę natury magmy wygasłego wulkanu i tajemnicę urody polinezyjskich piękności. Naturalna glinka olea, zawierająca cenne minerały i mikroelementy, przywraca równowagę fizjologiczną skóry, usuwa martwe komórki naskórka, toksyny i inne zanieczyszczenia. Kaolin zapewnia działanie ściągające, a wyciąg z guarany szybszą mikrocyrkulację. Skóra odzyska naturalną świeżość, blask i piękno, a Ty poczujesz się odprężona i zadowolona.




Maseczkę należy stosować 1-2 razy w tygodniu. Nakładamy ją na około 10 min, a następnie zmywamy wacikiem. 

Ja stosuję ją naprzemiennie z maską miętową Synesis, więc nakładam ją na skórę twarzy zazwyczaj raz w tygodniu. 

Swoją drogą uwielbiam te chwile dla siebie, gdy mogę spokojnie paradować po domu z maseczką na twarzy i szlafroku, przy okazji oglądając TV i malując paznokcie ;) (gorzej gdy z wizytą wpada niespodziewany gość lub kurier :p )




Maseczka ma gliniastą, gęstą konsystencję i bardzo przyjemnie pachnie. Bez problemów rozprowadza się na skórze, po rozsmarowaniu zaczyna delikatnie zasychać. Nie ma również kłopotów ze zmyciem jej z twarzy :)

Posiada delikatne drobinki ścierające, dzięki czemu możemy ją wykorzystać także jako lekki peeling. 




No i najważniejsze- działanie :) Wszystkie obietnice producenta zostały spełnione! Skóra jest wygładzona i nawilżona (już po pierwszym użyciu!), zdrowiej wygląda, jest bardziej napięta, pory stają się znacznie mniej widoczne. Ona naprawdę działa :)

Pozostaje tylko jedna kwestia- cena. Niestety jakość idzie w parze z ceną i za maseczkę zapłacimy około 100 zł (50 ml). Zdaję sobie sprawę, że to sporo, ale i tak myślę, że warto :))


A jakie są Wasze ulubione maseczki? :)


Życzę Wam miłego popołudnia :) Ja uciekam szykować obiadek ;))

14 komentarzy:

  1. oj droga.. :(
    ja nie mam jeszcze swojej ulubionej maseczki, cały czas kupuję inne i kombinuję, ale jestem z siebie dumna bo ostatnio znacznie poprawiła mi się regularność w stosowaniu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też ostatnio stałam się bardziej systematyczna w aplikacjach maseczek :D

      Usuń
  2. superowa! A gdzie ja można kupić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to jutro pędzę do Douglasa, bardzo dziękuję:)

      Usuń
    2. W takim razie koniecznie podziel się wrażeniami po użyciu maseczki :))

      Usuń
  3. Mam na nią olbrzymią chrapkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. mmmm zachęcająco to wygląda

    OdpowiedzUsuń
  5. Brzmi bardzo dobrze. Narobiłaś mi wielką ochotę na nią!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja również skusiłam się na tę maseczkę i podpisuję się pod stwierdzeniem, że jest to bardzo dobra maseczka, a właściwie produkt 2w1, bo peeling też robi bez zarzutu. Co do ceny... no cóż czasami wydajemy znacznie większe kwoty na produkty zagranicznych marek, a nasze rodzime jak już kosztują ok. 100 zł to są strasznie drogie. Dla mnie cena adekwatna do jakości. Ale mimo wszystko czegoś mi w niej brak, więc mianem ulubionej na pewno jej nie uraczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam maseczki o takiej gliniasto-błotnej konsystencji :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Droga, ale czasami warto wydać więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. taki detoks musi być przyjemny! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)

TOP