2.6.12

Cienie inspirowane naturą :)

Hej:)

Wreszcie mam chwilę oddechu po egzaminach, zaliczeniach i innego tego typu atrakcjach ;) A co za tym idzie- mam więcej czasu dla Was :)

Nadrabianie zaległości zacznę od pokazania Wam cieni Sensique z serii Nature Code :)

Kosmetyki tej marki znajdziecie w Naturach. Można tam naprawdę wypatrzeć fajne produkty w niskich cenach :)
Jeśli poszukujecie niedrogich cieni w wiosennych kolorkach, to zerknijcie właśnie na nature code :)



W skład tej serii wchodzi sześć pojedynczych cieni w kolorach: sunny glow, fresh mint, earthy brown, lavender, cherry blossom oraz purple crocus.

Od razu mówię- cień cieniowi nierówny- pomimo, że należą one do tej samej serii, poszczególne kolory sporo różnią się od siebie, choćby ze względu na pigmentację.



No i tak- słoneczna żółć i brąz nie zachwyciły mnie intensywnością koloru. Lubią się osypywać i nie chcą współpracować z innymi cieniami:(





Pomimo nałożenia kilku warstw cieni, na powiece są one mało widoczne, mam wręcz wrażenie, że z niej znikają ;)


W przypadku mięty (nazwa troszkę myląca, bo kolor ma z miętą niewiele wspólnego) jest troszkę lepiej- pigmentacja ciut lepsza, cień lepiej się rozprowadza, ale "szału nie ma".




Ale za to odcienie lawendy, fioletu i różu wypadają naprawdę dobrze- pigmentacja bez zarzutu, cienie ładnie prezentują się na powiece, nie znikają z niej i nie osypują się.








Najczęściej sięgam właśnie po lavender i cherry blossom- ten drugi świetnie się nadaje również jako rozświetlający róż na policzki (oczywiście w umiarkowanych ilościach;)








Koszt pojedynczego cienia to około 7 zł (4 g)- myślę, że na lawendę, krokusa i kwiat wiśni spokojnie możecie się skusić- na pozostałe radzę uważać- no chyba, że zależy Wam na bardzo delikatnym efekcie;)




Życzę Wam udanego, słonecznego weekendu (u mnie niestety- o zgrozo- deszcz i wiatr)  :)

A ja zabieram się za wyłonienie zwycięzców w konkursie apart prebiotic :)

9 komentarzy:

  1. Chyba się skuszę na lawendę. Wygląda pięknie ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje ulubione trio to cherry blossom i oba fiolety - pięknie wyglądają. A skoro i pigmentacja jest fajna, to czego chcieć więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie jakoś nie przekonały te cienie, jak je zobaczyłam w Naturze - za dużo błysku, dosyć mocno się osypują. Gdyby były bardziej satynowe i miały mniej tych błyszczących drobinek to wszystkie byłyby w mojej kolekcji;).

    I co do koloru zielonego (fresh mint) - dla mnie to jak najbardziej jest kolor mięty - a dokładniej kolor listków mięty pieprzowej. Myślę, że tak przyzwyczaiłyśmy się do miętowego koloru lakieru do paznokci, że zapominamy jaki kolor naprawdę ma mięta;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tą miętą to troszkę prawda :D

      Usuń
  4. przepiękne kolory i fajna cena! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie porywają mnie te cienie...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)

TOP