9.5.12

Kołobrzeg, Wrocław i Kraków


Tegoroczna majówka była naprawdę długa! :D Podróżowanie zaczęłam już 27go kwietnia, czyli na walizkach spędziłam ponad tydzień :D - a i tak mi mało ;))

Zarówno pogoda jak i towarzystwo dopisywało, więc wypad zaliczam do jak najbardziej udanych :)

Ale, ale - zacznijmy od początku :) Pierwszym punktem mojej wyprawy było rodzinne miasto mojego partnera- Kołobrzeg :)


 Byłam tam po raz pierwszy, ale na pewno jeszcze tam wrócę :D  Choćby dlatego, że muszę jeszcze połazić po parku linowym, odwiedzić mini zoo i wybrać się na wycieczkę rowerową :) - bo oczywiście czasu na wszystkie atrakcje nam zabrakło ;)

Co najbardziej mnie zaskoczyło? Rockowy klub znajdujący się w środku (czynnej!) latarni :) A dodatkowo w dzień, można przyjść i wdrapać się na jej szczyt i podziwiać Kołobrzeg z góry ;)

Po weekendowym wypadzie do Kołobrzegu, wpadłam na uczelnię na zajęcia, napisałam koło i wyjechałam w dalszą część podróży- Wrocław :)

Pierwsze co odczułam, po opuszczeniu pociągu- szok termiczny :D W trójmieście temperatura wynosiła około 15 stopni, a we Wrocławiu późnym wieczorem było ponad 20! A my w jeansach i kurtkach :D 

Tak więc, pierwszym punktem zwiedzania Wrocławia, było odwiedzenie galerii w poszukiwaniu sandałów;) I tak rozpoczął się mój mały koszmar- kupione klapki oczywiście obtarły mi stopy, do tego stopnia, że ledwo chodziłam (Tż pomagał jak mógł- nosząc mnie na barana :P). A chodzenia było naprawdę sporo!

I znów- nie zdążyliśmy dotrzeć wszędzie- najbardziej ubolewam, że nie zobaczyliśmy Ostrowa Tumskiego, no i nie znaleźliśmy wszystkich krasnali ;) Tak, więc do Wrocławia również trzeba będzie wrócić ;)

No właśnie- nie wiem, czy wiecie, ale Wrocław roi się od krasnoludków-kryją się one w różnych miejscach, a ich poszukiwanie to niezła zabawa :D My odnaleźliśmy ośmiu krasnali- ale pewnie jest ich dużo, dużo więcej ;)


Odwiedziliśmy za to plac z fontanną multimedialną, ogrody japońskie, wdrapaliśmy się na wieżę widokową Bazyliki (matko! ile tam było schodów!!!) oraz byliśmy w ZOO (największe w Europie!), z którego wygoniła nas burza ;) 

Wybraliśmy się również na imprezę, z której wracaliśmy dobre 3h- najpierw krążyliśmy w poszukiwaniu dobrego przystanku autobusowego (z tym był naprawdę koszmar, bo przystanków przy Galerii Dominikańskiej jest mnóstwo;)  i oczywiście uciekł nam nasz nocny bus. Na następny czekaliśmy dobrą godzinę, nie ruszając się już z przystanku, żeby nam znów nie odjechał przed nosem :P I co? Zasnęliśmy w nim i wywiozło nas na jakąś zajezdnię ;) No, ale koniec, końców wreszcie udało nam się dotrzeć do mieszkania ;) - nie muszę chyba mówić, w jakim stanie były po tej wyprawie moje stopy :P

Pożegnaliśmy Wrocław i 5h później powitaliśmy Kraków ;) A tu chodzenia jeszcze więcej ;) Na szczęście moje otarcia na stopach troszkę się zagoiły i już chodzenie nie sprawiało mi takiego bólu ;) 



Wpadliśmy na Wawel, zjedliśmy zapiekanki na Kazimierzu (najlepsze, jakie jadłam!), połaziliśmy po starym mieście, posiedzieliśmy nad Wisłą, a na koniec zgubiliśmy się w drodze do dworca ;) 

Z czym będzie kojarzył mi się Kraków? Z Kefirkami! Pierwszy raz miałam do czynienia z tą siecią sklepów spożywczych, a w Krakowie, Kefirki są na każdym kroku ;)) Gdzie się nie obejrzysz- tam Kefirek :D


Niestety majówka minęła zdumiewająco szybko i nadszedł czas powrotu do zimnego Gdańska- tym razem szok termiczny nie był tak przyjemny- z 30 stopni, wróciliśmy do 10....brrr ;)

A jak Wam minęła majówka?

Co robiłyście?:)

A może też odwiedziłyście któreś z tych miast? Może nawet się gdzieś tam minęłyśmy:))?








25 komentarzy:

  1. Musiałyśmy się minąć - ja jestem z okolic Krakowa, a majówkę spędziłam nad morzem ;)) Temperatur faktycznie nie zazdroszczę, wolę ciepłe południe :D Co do zapiekanek z Kazimierza - zgadzam się :))) pyszne. Aaa a na obtarcia polecam genialne żelowe plastry Compeed :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie wymarzłaś nad tym naszym morzem :D

      Usuń
  2. chciałabym kiedyś pojechać do krakowa

    OdpowiedzUsuń
  3. oj to widzę, że majówka udana:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. widzę, że nie tylko mi smakowały :D

      Usuń
    2. Uwielbiam zapiekanki na Kazimierzu :) Aj, jak dawno ich nie jadłam!

      Usuń
  5. Wszystkie miasta które odwiedzilas, moim zdaniem są cudowne :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. strasznie zazdroszczę majówki, ja siedziałam z książkami, niestety ;< ale gdy tylko będę miała wolny czas planuję wyjechać do Krakowa, UWIELBIAM tam wracać : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takim razie, życzę abyś szybko znalazła wolny czas:)

      Usuń
  7. We Wrocławiu prawie zawsze jest cieplej :). Szkoda, że nie byłaś na Ostrowie, to rzut beretem od Galerii Dominikańskiej i Rynku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. następnym razem będzie to mój pierwszy punkt zwiedzania;)

      Usuń
  8. Zazdroszczę ci. :) Fajnie jest wyjechać gdzieś i pozwiedzać miasta. Ja majówkę spędzałam w domu z chłopakiem i rodziną. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O, możliwe że się minęłyśmy :) we Wrocku byłam wtedy kiedy Ty pewnie pisałaś kolokwium (poniedziałek na PG powinni zrobić wolny, byłam zmuszona olać zajęcia :P), wcześniej Częstochowa - zwiedzane jednodniowo, bazę wypadową miałam ok. 100 km dalej. Szkoda, bo ZOO niestety nie udało mi się zobaczyć ze względu na brak czasu. Na szczęście chłopak obiecał mi, że jeszcze mnie tam zabierze - warto? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niestety PG nie pomyślało, żeby 30go zrobić wolne...A ja koła olać niestety nie mogłam;))
      A do ZOO myślę, że warto- jest naprawdę ogromne (a my i tak nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkiego) :)

      Usuń
  10. widzę, że majówka udana ;))

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja stacjonuję w Krakowie, więc może mnie gdzieś minęłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zazdroszczę mieszkania na stałe w Krakowie :) Jeśli miałabym się wyprowadzać z 3miasta, to tylko do Krakowa! ;)

      Usuń
  12. Jaa byłam na majówce w Kołobrzegu :) Też byłam na latarni :) Pisałam już pod poprzednim postem , że może się właśnie gdzieś tam minełyśmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to spora szansa, że gdzieś tam się minęłyśmy, może nawet na latarni;) :D

      Usuń
  13. Fajna relacja :D
    .Ja szczerze nienawidzę jednak tych naszych wrocławskich krasnali.Są szpetne,kiedyś niechcący na jednego się nadziałam i miałam siniaka wielkości jabłka przez dobry miesiąc :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, nadziać się można ;) Pewnie gdybym mieszkała na stałe we Wrocławiu, to i mi krasnale by zbrzydły, ale tak- fajna zabawa była podczas ich szukania;))

      Usuń
  14. To ale mieliście przygody we Wrocławiu :) Fajna wyprawa!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)

TOP