10.10.11

Maseczki w saszetkach

Jeśli lubicie kosmetyki w saszetkach, dzisiejsze recenzje powinny Was zainteresować:) 
 Na własnej skórze przetestowałam dwie maseczki, oraz peeling enzymatyczny, które nie tak dawno marka Lirene wprowadziła do swojej oferty.

Większość używanych przeze mnie maseczek do twarzy znajduje się właśnie w saszetkach. I tak- z jednej strony to plus, bo mogę wypróbować wiele produktów, bez większego ubytku w moim portfelu, a z drugiej strony minus, gdyż maseczkowe saszetki nie są najpraktyczniejszym rozwiązaniem, zwłaszcza, gdy kosmetyku wystarcza na więcej niż jedno użycie. Dlaczego? Do pozostawionej, otwartej saszetki dostaje się powietrze, przez co maska wysycha i nie nadaje się już do ponownej aplikacji. Myślę, że wiele z Was miało podobny problem;)

 Jeśli jednak mimo to lubicie i korzystanie z saszetek, mogę Wam z czystym sumieniem polecić nowe maseczki Lirene (sama mam właśnie jedną z nich na twarzy:D)

Maseczek w sumie jest sześć- ja miałam okazję przetestować dwie z nich- maseczkę przeciwzmarszczkową z folacyną, oraz anty-stres z proteinami słodkich migdałów.


Ze względu na swoje przeznaczenie bardziej spodobała mi się maseczka antystresowa i o niej Wam najpierw opowiem:)

Co mówi producent?

Formuła maseczki opracowana została z myślą o skórze potrzebującej ukojenia oraz łagodnego, ale skutecznego działania pielęgnującego. Proteiny ze słodkich migdałów wraz z innymi składnikami stymulują wzrost energii w komórkach, dzięki czemu usuwają oznaki zmęczenia i stresu, przywracają skórze witalność i blask. Twarz jest optymalnie nawilżona, odzyskuje świeżość i aksamitną gładkość.
Maseczka ma postać białego kremu, bardzo dobrze rozprowadza się na skórze. Świetnie się wchłania i ma przyjemny zapach. Skóra jest wygładzona, nawilżona i wypoczęta. W prawdzie jakiegoś szczególnego zrelaksowania nie doznałam, ale moja skóra na pewno poczuła się lepiej:)

Drugą maseczką, którą testowałam była maska przeciwzmarszczkowa, poprawiająca gęstość skóry.



Co mówi producent?

Formuła maseczki oparta na 100% aktywnym kwasie foliowym wyraźnie redukuje zmarszczki i intensywnie ujędrnia, czyniąc skórę gładką i elastyczną. Odbudowuje zasoby włókien kolagenowych w skórze i efektywnie stymuluje proces ich powstawiania. Składniki aktywne, takie jak olej arachidowy, witamina E i D-pantenol w połączeniu z kwasem foliowym pomagają przywrócić właściwe napięcie skóry sprawiają, że twarz staje się widocznie odmłodzona. Systematyczne stosowanie maseczki pomaga zapobiec wiotczeniu skóry. 
W prawdzie producent twierdzi, że maseczka jest przeznaczona dla osób już od 20 roku życia, ja jednak mając owe 20 lat od maseczek przeciwzmarszczkowych trzymałam się z daleka, z prostego powodu- zmarszczek jeszcze nie miałam;) Aktualnie jedyne zmarszczki jakie posiadam, to te mimiczne, więc ciężko mi ocenić działanie tej maseczki. Podobnie jak jej poprzedniczka- błyskawicznie się wchłania, praktycznie w 100 %. Skóra jest również wygładzona i przyjemniejsza w dotyku. Czy zredukuje zmarszczki? No cóż, na cuda bym w tej kwestii nie liczyła;)



Oprócz maseczek, wypróbowałam również peeling enzymatyczny w saszetce. W jednym z ostatnich postów recenzowałam pełnowymiarowy peeling w tubce również od Lirene. Oba peelingi są bardzo podobne w działaniu, więc taka saszetka jest świetną rzeczą, jeśli chciałybyście wypróbować, czy na waszej skórze taki peeling się sprawdzi.


Co mówi producent?

Formuła peelingu oparta o aktywne działanie kwasów owocowych, skutecznie złuszcza obumarły naskórek oraz usuwa ze skóry wszelkie zanieczyszczenia. Aktywne cząsteczki zmniejszają również widoczność porów oraz pobudzają procesy odnowy komórkowej. Kremowa konsystencja peelingu jest niezwykle przyjemna i delikatna. Po zabiegu skóra jest wygładzona, pełna blasku i świeżości.

Przede wszystkim- nie spodziewajcie się mocnego złuszczenia naskórka. Jest to raczej delikatny peeling. Skóra jest faktycznie wygładzona, bardziej miękka i milsza w dotyku, ale ja jednak wolałabym troszkę bardziej intensywne złuszczanie. 





Każda saszetka posiada 10 ml i wystarcza na około 3 aplikacje. Koszt jednej saszetki to 2,50 zł

A Wy lubicie maseczki w saszetkach? Może miałyście okazję wypróbować pozostałe maski z tej serii? 

A już jutro będziecie mogły poczytać co robię, gdy nie siedzę na uczelni, nie muszę się uczyć i nie zamierzam w tym czasie wychodzić z domu;) Czyli relaks pełną parą:D


Dobranoc i do usłyszenia jutro!





6 komentarzy:

  1. Chyba wypróbuję ten peeling. Nigdy nie miałam okazji używać enzymatycznego, a boję się kupować całe opakowanie:)
    I czekam na dzisiejszy post:D świeczki na zdjęciu cudowne- Twoje?

    OdpowiedzUsuń
  2. @anonimowy- jak wypróbujesz daj znać jak się sprawdził:) tak, świeczki moje:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja próbowałam maseczki Lirene odżywianie i jest bardzo fajna, a dodatkowo pięknie pachnie :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię maseczki w saszetkach. Używałam Ziaji, ale jak zobaczę Lirene w drogerii na pewno się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam Lirene :)Zapraszam na rozdanie kosmetyków Under Twenty

    OdpowiedzUsuń
  6. zazwyczaj kupuję maseczki w saszetkach, ale tych z lirene jeszcze nie miałam okazji przetestować (:

    pozdrawiam i zapraszam do mnie ;))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz:)

TOP